Zakładki:
Blogi o tematyce ukraińskiej
Dla ciała i duszy
Media on-line
Moje podróże z żoną
Polecam
Strony oficjalne Ukrainy
Strony związane z Ukrainą
Tego bloga linkują

niedziela, 14 marca 2010
Problem z bohaterami

 

Jak to w życiu, rzeczywistość nie jest czarno-biała. Owa szarość dotyczy także osób uznawanych za bohaterów. W przypadku nowego Bohatera Ukrainy, Stepana Bandery, widać to szczególnie. Ocena tej postaci zależy od narodowości. Dla dużej części Polaków jest on osobą skazaną na śmierć za zabójstwo ministra Pierackiego i inspiratorem zbrodni na Wołyniu. Dla wielu Ukraińców bohaterem narodowym, walczącym o wolną i niepodległą Ukrainę, zaś dla reszty obywateli Ukrainy jawi się on jako nacjonalista i zwykły bandyta. JNalezy postawić pytanie czy dane państwo może w oderwaniu od opinii innych państw honorować osoby, które w swoim życiu popełniły bądź były inspiratorami morderstw kryminalnych bądź o charakterze ludobójstwa? Z jednej strony niepodległy kraj sam kształtuje swoją politykę historyczną i czci osoby, które uważa za ważne dla swojej historii. Z drugiej strony istniejące ogólne zasady moralne wykluczają honorowanie osób splamionych krwią niewinnych. Jednak jakby się głębiej zastanowić, to każde państwo ma bohaterów, którzy są kontrowersyjni dla innych podmiotów prawa międzynarodowego. Nawet nasz ostatni bohater, Józef Kuraś, ps Ogień, dla Słowaków jest podejrzanym o dokonywanie zbrodni i grabieży na Orawie i Spiszu. Honorowany obecnie w Rosji Stalin, dla Polaków jest tylko dyktatorem, który wysłał na śmierć setki tysięcy naszych rodaków. Nawet Bismarck, jakże ceniony przez Niemców pierwszy premier zjednoczonych Niemiec, nam kojarzy się li tylko z Kulturkampf i wynaradawianiem.

Jednak uważam, iż oddawanie honorów Banderze w postaci nadania mu tytułu Bohatera Ukrainy jest niepotrzebnym doprowadzaniem do napięć na Ukrainie. Rozumiem, iż państwo to jako dość młode potrzebuje wzorców i bohaterów, tych z czasów komunistycznych odrzuca jako antyukraińskich. Jednak pomimo zagmatwanej historii najnowszej, władze Ukrainy nie powinny honorować osób zbyt jednoznacznie kojarzących się z mordami. Czyżby nie było innych godnych nadania tego tytułu osób? Petlura, Skoropadski, Hruszewski i wielu innych, tak jednoznacznie nie kojarzących się z cierpieniem niewinnych.

 

PS. [18.III.2010] Właśnie skojarzyłem, że w naszym hymnie uhonorowano hetmana koronnego Czarnieckiego, który ma na swym sumieniu pacyfikację  w 1664 roku ziem ukraińskich wchodzących w skład Korony. Pacyfikację w dosłownym znaczeniu: grabienie i palenie wsi, mordowanie każdego mieszkańca wsi niezależnie od płci, wieku, wyznania. Wystarczyło podejrzenie o kontakty z Rosją. Taktyka spalonej ziemi, dosłownie. Na jego rozkaz w Subotowie rozkopano grób Chmielnickiego i wyrzucono stamtąd zwłoki. Niezbyt bohaterskie zachowanie, a jednak uhonorowany w hymnie narodowym. Trochę to dwulicowe. Szkoda.

czwartek, 25 lutego 2010
Co z tą Ukrainą?


Czytając informacje dotyczące wyborów prezydenckich na Ukrainie w proukraińskiej Gazecie Wyborczej, takie pytanie ciśnie sie na usta czytelnikowi. Ano nic - odpowiadam. Będzie jak było, tylko lepiej. Polscy specjaliści od spraw ukraińskich cytowani przez tę gazetę wieszczyli nawet chaos i rozpad państwa!! Dziś mija drugi tydzień po wyborach. Wygrał Janukowycz, sztab wyborczy Tymoszenko wycofał skargę na łamanie prawa w trakcie II tury wyborów.  I wszystko jasne. Ten zły bohater wyborów z 2004 jest dla wielu Polaków ucieleśnieniem człowieka, który odda swój kraj na pastwę Rosji. Jednak tak być nie musi. Jakże to, można zapytać? Jest jedna różnica między Rosją a Ukrainą. Sprawa dotyczy oligarchów. Im dłużej Ukraina jest niezależna od Rosji, tym coraz mniej tęsknią bogaci przedsiębiorcy za wschodnim sąsiadem. Oni pamiętają jak Putin rozprawił się z rosyjskimi niepokornymi oligarchami. Tjurma albo dzielenie się bogactwem. A oni na Ukrainie się nie muszą dzielić z politykami. Dlatego w interesie Janukowycza i jego grupy jest współpracować z Rosją i UE. Taki balans. Dodatkowym smaczkiem jest to, że Tymoszenko jako prezydent Ukrainy bardziej by szła na pasku Moskwy niż Janukowycz jako premier. Tak uważam. Jako dzielna pani premier w zeszłym roku groziła Rosji i szybko pojechała do Moskwy podpisać niekorzystną umowę z Gazpromem. Trochę propagandy dla ludu, a i tak uczyniła co Moskwa chciała. Szkoda, że polscy politycy i specjaliści nie chcieli wspomnieć o tym, kiedy pisali, iż w interesie Polski jest wygrana Juszczenko albo Tymoszenko. Ja uważam, że nowy prezydent Ukrainy będzie lepszym partnerem do rozmów niż poprzedni. Teraz będzie można bez zadrażnień historycznych prowadzić sensowne rozmowy. Ostani rok na Ukrainie Juszczenko przygotowywał się do wyborów puszczając oko do zwolenników UPA i OUN w zachodniej Ukrainie. I to utrudniało Polsce próby prowadzenia rozmów na różne tematy. A tak, nowy prezydent nie ulega fascynacji organizacji, które krwawo zapisały się w historii Polski, a ich dokonania fatalnie zaciążyły na stosunkach polsko-ukraińskich. Janukowycz jako prezydent Ukrainy to też gwarant jedności terytorialnej tego państwa. Rosja na razie zaprzestanie podsycania roszczeń w sprawie zwrotu Krymu, bowiem nie chce wepchnąć swojego zachodniego sąsiada w ramiona NATO. A i wygrana polityka postrzeganego jako opcja prorosyjska nie oznacza automatycznie wasalizacji Ukrainy. Białoruś mimo, iż pozostaje w ZBiR-ze, konsekwetnie lawiruje i toczy spory z Rosją. Nawet nie chce uznać nowych państwek czyli Abchazji i Południowej Osetii. Świat nie jest taki czarno-biały jak go nam malują politycy.

Dodatkowo w trakcie tych wyborów media polskie pokazały jak rozumieją pojęcie demokratycznych wyborów na Ukrainie. Jak wygra kandydat przez nas postrzegany jako pozytywny, to jest demokracja, a jak nie, to jest już złamanie reguł idealnego systemu. Taka amerykanizacja życia politycznego, dotykająca coraz bardziej życia w Polsce. Brakowało jeszcze hasła "Prezydencie, prowadź na Kijów, bo tam naszych biją". Naszych w sensie pożądanych przez kandydatów czyli bohaterów pomarańczowej rewolucji z 2004 roku.


czwartek, 21 maja 2009
Symeon Petlura - rocznica urodzin

 

Jutro 22 maja br. w Rzeszowie odbędą się obchody 130. rocznicy urodzin tego ukraińskiego polityka. Oprócz sympozjum naukowego pt. "Piłsudski-Petlura. Wizje niepodległości", przewidziane jest odsłonięcie tablicy pamiątkowej w Gimnazjum nr 14 przy ul. Dębickiej. Patronat sprawują m.in. Konsul Honorowy Ukrainz w Rzeszowie oraz Podkarpacki Związek Piłsudczyków w Rzeszowie. Pełny program obchodów jest dostępny na stronie Związku Strzeleckiego "Strzelec", tamże również plakat.

poniedziałek, 08 września 2008
Którędy pójdziesz Ukraino?

 

Po wojnie gruzińsko-rosyjskiej świat się zmienił. Może nie tak widocznie, ale jasno teraz widać, że nie da się prowadzić polityki balansu na linie, jak się jest sąsiadem Rosji.  Nawet neutralna Finlandia zastanawia się nad wstąpieniem do NATO. Dla Ukrainy te wydarzenia są ostrzeżeniem, iż stary chwyty w polityce rosyjskiej są dalej najlepsze. Ochrona własnych obywateli. Rosja na tym argumencie gra od wielu wieków. Wpierw to była ochrona współwyznawców, gdyż w XVIII wieku nie istniało pojęcie obywatelstwa. Wtedy wystarczyło wyznawać tę samą wiarę w Rzeczypospolitej Obojga Narodów co przeciętny Rosjanin i miało się ochronę (w teorii) ze strony imperium carskiego. W czasie międzywojnia Białorusini i Ukraińcy byli pretekstem dla państwa radzieckiego do wysuwania żądań zjednoczenia ziem wschodnich II RP z republikami socjalistycznymi. Oczywiście nikt się nie ich pytał, czy chcą zostać obywatelami radzieckimi. Teraz mamy zmienioną wersję tej polityki. Na Ukrainie mieszka około 11 mln Rosjan, którzy mogą być dla Moskwy idealnym pretekstem do ewentualnego dokonania podziału Ukrainy lub trwałej ingerencji w politykę wewnętrzną pod pozorem ochrony interesów własnych obywateli.

Wielu polityków rosyjskich uważa bowiem wszystkich rosyjskojęzycznych mieszkańców Ukrainy (i innych państw WNP) za etnicznych Rosjan i mniejszość narodową, której Rosja winna jest nie tylko opiekę, ale i ochronę przed dyskryminacją i „tendencjami nacjonalistycznymi” władz państwa, w którym żyją.

z "Prace OSW" zeszyt nr 3 z listopada 2001 roku, część pt. "Język i kultura".

Wystarczy nadać im rosyjskie obywatelstwo (o ile już nie mają) i zachęcić do wzmacniania tendencji separastycznych. Celem wg mnie mogą być Krym (Rosjanie nigdy nie pogodzili się z decyzją Chruszczowa o włączeniu tego półwyspu do USSR) oraz Donieck lub nawet Zadnieprze (lewobrzeżna Ukraina). Co mogą zrobić władze Ukrainy? Są tylko dwa wyjścia, trzecie jest samobójstwem. Jedno to integracja z UE i NATO. Wejście do struktur europejskich i transatlantyckich uratuje ten kraj przed utratą niepodległości lub sprowadzeniem Ukrainy do roli Białorusi w stosunkach z Rosją. Dwa to integracja z Rosją. Gospodarcza i polityczna. Może nawet oddanie Krymu czy zgoda na nowe bazy wojskowe Armii Rosyjskiej. Balans na osi Zachód-Rosja jest obecnie niemożliwy, gdyż zostanie strefą niczyją spowoduje utratę stabilności politycznej. Już to widać, kiedy pani premier Tymoszenko w ciągu ostatnich dwóch lat zmieniała sojusze polityczne co najmniej trzy razy. Jej apetyt na władzę jest wykorzystywany przez  ukraińskich polityków prorosyjskichi może samą Rosję do zatrzymania procesów integracyjnych z UE. Polska powinna wspierać te procesy. Dlaczego? Bo przesunięciu rosyjskiej strefy wpływów nad naszą granicę od strony Ukrainy, Polska zostanie poddana naciskom politycznym zmierzającym do destabilizacji. To leży w naszym interesie.

wtorek, 15 lipca 2008
Ukraiński hołd dla profesora Geremka

 

W dzisiejszej "Rzeczpospolitej" ukazało się podziękowanie Bohdana Osadczuka dla zmarłego profesora za jego wspieranie Ukrainy, kiedy pan Geremek był ministrem spraw zagranicznych. Zmarły jako znawca Francji (mediewista) skutecznie torpedował na arenie światowej wyczyny prezydenta Francji, pana Chiraca, który by za łyżkę miodu sprzedał Rosji Ukrainę. Prezydent ów powiedział, że: "Il n’y a pas l’Ukraine, c’est la Russie". Wykorzystywał to Putin, który chętnie dawał falsyfikaty archeologiczne zamiłowanemu w tej nauce Francuzowi. Nic dziwnego, że zirytowany na Polaków francuski polityk, kiedyś w sposób mało wybredny przypomniał Polsce, gdzie wg niego jest jej miejsce.

Owe francuskie rusofilstwo nie jest specyficzne, gdyż politycy z wielu krajów zachodnich patrzą na Rosję z innej perspektywy, nie zawsze dobrej. Dodatkowo mają jakieś takie romantyczne nastawienie do komunizmu i nie chcą wierzyć w te okropności, jakie dotknęły miliony mieszkańców ZSRR i krajów satelickich. Tym bardziej, że były oficer KGB i były prezydent Rosji był takim fajnym demokratą, z którym rozmawiało się miło i rzeczowo. Dlatego tak ważne było dla Ukrainy poparcie ze strony państwa polskiego na arenie międzynarodowej. Realizacja konceptu Giedroycia, mówiącego iż bez wolnej Ukrainy, nie ma wolnej Polski, trwała niezależnie od zmiany rządów w Polsce.

niedziela, 03 lutego 2008
Ukraiński Wałęsa czyli realizacja obietnic wyborczych

Znajomy Ukrainiec, Mychajło z Charkowa, twierdzi, że pani Julia Tymoszenko jest populistką. Powód? Obiecuje ludziom rzeczy, które wiadomo, że nie zrealizuje. Trochę ma rację, ale nie zawsze. Tymoszenko jawi mnie się jako taki Wałęsa, co to pokrzyczy, obieca ludziom wszystko i trochę zrealizuje swoje obietnice. Na razie ukraińscy obywatele dostają rekompensaty za utracone oszczędności zdeponowane w radzieckim odpowiedniku PKO czyli Sbierbanku (źródło). Pieniądze, które przepadły po rozwiązaniu ZSRR, sa solą w oku dla wielu ludzi z byłych krajów poradzieckich. I te rekompensaty są jednocześnie kością w gardle stosunków ukraińsko-rosyjskich. Na Ukrainie, każdy poszkodowany na razie dostaje po 1000 hrywien (ok. 200 $), zaś w Rosji tylko po 1000 rubli (ok. 40$) i to tylko najstarsi wiekiem. Posunięcie Tymoszenko nosi cechy geniuszu. Nie dość, że pokazuje się jako dobroczyńca dla ubogich ludzi, to przy okazji wbija szpilę Rosji, która bogaci się na ropie naftowej, a mimo to nie wypłaca wszystkim rekompensat za utracone oszczędności. Ot taka polityka wewnętrzno-międzynarodowa. Co prawda, operacja wypłat może się okazać zabójcza dla budżetu Ukrainy, ale pani Tymoszenko to twarda kobieta. Nie zawsze trzeba zaciskać pasa, czasem trzeba zagrać pod publiczkę, aby obywatele przetrzymali inne konieczne reformy gospodarcze. Jak pisze Aleksiej Czadajew, pani premier rzuciła wyzwanie władzom Rosji, których dotychczasowa polityka społeczna była uważana za wypłacanie jałmużny i rzucanie ochłapów. A tu proszę, biedna Ukraina wypłaca i tamtejsza władza sprawiedliwie oddaje ludziom to, co do nich należało. A Rosja?? Nic, czeka i wydaje pieniądze na inne wydatki, chociażby wojskowe.

PS. Na rutube.ru znalazłem reportaż rosyjskiej telewizji o wypłacie rekompensat na Ukrainie.

 

 

sobota, 19 stycznia 2008
Kiepski adwokat Ukrainy w Europie

Cały wpis będzie o problemach ze stanowiskiem polskim w kwestii rozwiązania dostępności wiz dla obywateli Ukrainy. Po wejściu do strefy Schengen, cała granica polsko-ukraińska stała się granicą wschodnią Unii Europejskiej. Od 1 stycznia br. straciły ważność dotychczasowe wizy wjazdowe, ale tylko te wystawione przez Polskę, bowiem Słowacja przedłużyła ważność wiz przedschengeńskich do 15 stycznia 2008r,, aby ułatwić wjazd i wyjazd do ich kraju oraz otrzymanie w ludzkich warunkach nowych wiz dla Ukraińców pracujących w firmach słowackich. Brak takiego rozwiązania oznacza problemy dla naszych sąsiadów w otrzymaniu wizy wjazdowej. Obecnie zanim otrzyma się nową wizę wjazdową, należy zostać dokładnie sprawdzonym w systemie komputerowym, który często ulega zawieszeniu i odmawia współpracy. A Polska wprowadziła rozwiązanie drastyczne, tym bardziej, że nasze konsulaty nie są w ogóle przygotowane do wydawania wiz w tak dużych ilościach. Od ponad roku w prasie pojawiały się wiadomości o problemach z lwowskim konsulatem, gdzie można było dostać wizę za łapówkę, poprzez mafię czy też nawet miejsca sprzedawano. Władze polskie wiedziały co się stanie w razie wejścia do strefy Schengen, jeśli poza tą strefą lwowski konsulat nie nadąża w wydawaniu wiz. Ale bezradność godna podziwu i dalekowschodni fatalizm wzięły górę nad rozumem. A ostatnio nawet włamano się na stronę internetową konsulatu, aby utworzyć drugą fałszywą kolejkę i numerki (więcej). A władze ukraińskie jasno i zgodnie z prawdą zauważają, że to Polska jest odpowiedzialna za brak porozumienia w sprawie uregulowania małego ruchu granicznego, dla którego nie wydaje się wiz do wjazdu. Jak się okazuje strona ukraińska przesłała projekt umowy do rozpatrzenia we wrześniu ubiegłego roku. Wina za zaniechania spada na rząd Kaczyńskiego jak i Tuska (więcej). Węgrzy zdążyli podpisać takie porozumienie, Słowacja na dniach to zrobi. Jednak te państwa mogą to uczynić, co Polska łaskawie nawet nie chce zrobić.

Te problemy z uzyskaniem wiz dotykają nie tylko Ukraińców, którzy tu pracują lub handlują z polskimi firmami, ale też dla wielu firm położonych na ścianie wschodniej. Mniejszy ruch, mniejsze obroty. Owszem, na forum wielu Polaków uważa protestujących Ukraińców za "mrówki" lub roboli, którzy tylko chcą wjechać i na nich się nie zarabia, ale wiele o więcej z nich jest przedsiębiorcami i utrzymują nie tylko swoje rodziny, ale też dają okazję do zarobku Polakom (więcej).

Rządy polskie przy byle okazji mówią i zapewniają, że wspierają Ukrainę w wejściu do UE, ale coś ta adwokatura ostatnio załamuje się. Nierozwiązywanie wielu pojawiających się problemów Polsce chwały nie przynosi. Dalsza bezradność urzędników i polskich ministrów tylko utwierdzi Ukraińców w przekonaniu, że znów Polska oszukała ich kraj. A przecież wspólnie organizujemy Euro 2012. Wizy schengeńskie to tylko sprawdzian współpracy krajów z UE i spoza. Jeśli te wizy są tak strasznym obciążeniem, to co czeka nas w czasie mistrzostw Europy?? Kataklizm?? Znów zwycięży polskie lenistwo i tumiwisizm??

 

PS> wiadomości ukraińskie o blokadach:

http://news.1plus1.ua/topnovini/novini/ukrayina/20080116_15821_38737.php#video_38737

http://news.1plus1.ua/topnovini/novini/ukrayina/20080116_15821_38817.php#video_38817

PS2>

Pan Wojciechowski w komentarzu na gazeciewyborczej potwierdza moje obawy w związku wydawaniem wiz dla Ukraińców.  

niedziela, 28 października 2007
Czy każdy wybryk chuligański na Ukrainie jest sterowany przez Kreml??

Wreszcie udało się uzyskać dostęp do internetu, w tym jakby się zdawało cywilizowanym miejscu - w Niemczech. Oczekiwanie 2 tygodni po podpisaniu umowy to trochę jednak za długo na XXI wiek, przynajmniej dla mnie. Koniec narzekań, czas wziąć się do pracy.

W międzyczasie znany pan Wacław Radziwinowicz popełnił kolejny artykuł ("Antyukraiński wandalizm sterowany z Moskwy"), gdzie znów o całe zło oskarża władze rosyjskie. Tym razem chodziło o wybryk mało znanej w naszej części Europy organizacji EZM czyli Euroazjatycki Związek Młodzieży. Akt wandalizmu dokonany na szczycie góry Howerli, dla Ukraińców ta góra to symbol ich niepodległości, jest dla autora artykułu przykładem ingerencji Moskwy w sprawy Ukrainy. Mocna teza, tym bardziej, że nie podał żadnych dowodów na potwierdzenie swojego założenia. Poszukałem za to ja po gazetach ukraińskich i znalazłem dwa artykuły (pravda.com.ua i kommersant.ua), gdzie nie ma ani słowa o inspirowaniu tej organizacji przez władze rosyjskie!! Jest tylko zdanie o sterowaniu akcją z terytorium Rosyjskiej Federacji, co można rozumieć dwojako. Albo jako podżeganie do akcji i jej nadzorowanie przez władze rosyjskie albo jako kierowanie akcją przez władze EZM, będące na terytorium RF. Za tym drugim stanowiskiem przemawia krok władz ukraińskich, które przewodniczących EZM wpisały na listę osób persona non grata na Ukrainie. Tyle. Nic więcej ukraińscy dziennikarze nie piszą, bo nie ma dowodów na tym etapie śledztwa. A wymyślanie powiązań dalszych to już jest fantastyka, a nie dziennikarstwo.

Dodatkowo pan Radziwinowicz pominął w swoim artykule wypowiedź strony drugiej czyli EZM. Powinien wg mnie to uczynić z racji dziennikarskiej dociekliwości i ukazania czytelnikowi argumentów drugiej strony. Dopiero lektura ukraińskich gazet pozwala nam na zapoznanie się ze stanowiskiem rosyjskiej organizacji. Oficjalnie według nich czyn ten dokonany przez 3 ukraińskich obywateli w związku z przyznaniem rozporządzeniem przez prezydenta Juszczenkę tytułu "Bohatera Ukrainy" Romanowi Szuchewiczowi, ostatniemu dowódcy UPA. Dosyć naciągane i mało prawdopodobne. Ale niech im będzie. Kłamać nie zakazano. Ktokolwiek by to nie uczynił, ukraińscy obywatele czy też Ukrainiec i dwóch Rosjan, takie chuligańskie wybryki muszą być ścigane, tym bardziej, że chodziło o ukraińskie symbole narodowe. Szkoda, że pan Radziwinowicz kolejny raz pokazuje, że jego antyrosyjskie nastawienie mocnym piętnem odbija się w jego atykułach. Sytuacja na Ukrainie jest na tyle skomplikowana, że nie można opisywać ją jako świat czarno-biały. A tak czyni dziennikarz "Gazety Wyborczej".

Dla zainteresowanych kawałek chuligańskiej akcji niszczenia symboli ukraińskich nagrany przez jednego z uczestników oraz zdjęcia do pooglądania na tej stronie.

 

 

sobota, 22 września 2007
Czy iść na wybory? - rady dla Ukraińców

 

Na Ukrainie, jak w Polsce, gorąco z uwagi na wcześniejsze wybory parlamentarne. 30 września to termin ostatecznej potyczki dla partii ukraińskich. W ukraińskim życiu politycznym można zauważyć wzrastającą niechęć obywateli do polityków oraz coraz niższą frekwencję. Tendencje znajome z Polski. Z zaciekawieniem przeczytałem artykuł Mychajły Dubyniańskiego pt. "Jest wybór. O niego warto się bić". Całość jest podzielona na 3 części zatytułowane: filozoficzna, matematyczna i obywatelska. W każdej z nich autor wysuwa argumenty za głosowaniem w wyborach. W części pierwszej nawołuje do głębszego zastanowienia się czy partia, na którą chcemy oddać głos faktycznie jest tego warta? Czy przypadkiem nie głosujemy na partię X z tego powodu, że faktycznie jesteśmy przeciw partii Y. Ponadto pokazuje, że nie ma jasnych kryteriów wyboru partii przez głosujących. Jeden stawia na program, inny na liderów, a inny głosuje na przekór. W części matematycznej możemy zaznajomić się z taktyką wyborczą. To znaczy, że nasz głos nawet oddany na partię, która nie weszła do parlamentu, może zmniejszyć szanse innych partii, szczególnie małych na przekroczenie progu wyborczego. Głosowanie na małe partie wcale nie oznacza głosu zmarnowanego, gdyż jest on brany do liczenia progu wyborczego. Część trzecia zawiera argumenty natury "obywatelskiej" czyli pójście na wybory to aktywność obywatelska skutkująca również podziałem mandatów w parlamencie, a co za tym idzie pośrednim wpływem na politykę. Bojkotujący wybory sami siebie skazują na izolację, gdyż partie nie biorą ich pod uwagę.

Wiele z tych argumentów przytoczonych w treści artykułu można spokojnie Polakom przedstawić, aby ich przekonywać do udziału w wyborach. Zmęczenie i narzekanie na mizerię polityczną można okazać w postaci bojkotu i co za tym idzie brakiem realnych zmian albo głosowaniem za innymi partiami w celu zmiany sytuacji. Owszem, nie zawsze to wskazana przez nas partia wygra, ale lepsze oddanie głosu i niż narzekanie i oczekiwanie na zmiany, w które sami tak naprawdę nie wierzymy. Nawyk obywatelskiej postawy czyli udziałuw wyborach jest ważny, gdyż pokazuje rządzącym, że społeczeństwo jest świadome swych praw i będzie w razie potrzeby reagować.

Pamiętajmy o tym i Ukraińcy i Polacy.

czwartek, 30 sierpnia 2007
Juszczenko w akcji

 

Co prawda trochę to stara informacja, bo z 22 sierpnia, ale nie ona jest najważniejsza. Chodzi mi o zastosowany PR czyli budowanie pozytywnego obrazu prezydenta Ukrainy. Powód jest jeden, zbliżające się parlamentarne wybory w dniu 30 września. W tych wyborach startuje partia Juszczenki, przez co wizyty prezydenta w różnych częściach Ukrainy nabierają charakteru dodatkowej kampanii wyborczej. A wiadomo, jaki prezydent, taka jest jego partia. Cytuję za TVP.pl:

Prezydent wracał we wtorek do stolicy z Chersonia, kiedy z okien swojego samolotu dostrzegł smugi czarnego dymu unoszące się nad lasem. Natychmiast kazał zawrócić i wylądować. Przyłączył się do strażaków walczących z ogniem i zażądał dymisji ministra ds. sytuacji nadzwyczajnych Nestora Szufrycza. Telewizja ukraińska pokazywała w środę Juszczenkę z łopatą w ręku sypiącego piach na pogorzelisko i pomagającego wypchnąć wóz strażacki z grzęzawiska. Oświadczenie biura prezydenta głosi, że szef państwa „osobiście przejął kontrolę nad gaszeniem pożaru i wysiłkami ratowniczymi”.

Poniżej zamieszczam filmik z akcji prezydenta Juszczenki, który został znaleziony na blogu Fire`On.

 

 

Oby tylko wzorem głowy Ukrainy, w razie ewentualnych naszych parlamentarnych wyborów, nasi politycy nie zaczęli tak czynić, bo może być śmiesznie. W dodatku w razie takich pożarów, niektórym przyjdzie do głowy ich wywoływanie, aby potem się wykazać przy gaszeniu. Janukowycz raczej ma trudniej, gdyż jedynie może wykorzystać pracę swojego gabinetu (rządu) do pokazania, że jego Partia Regionów może ponownie wygrać wybory. Tak więc klęski żywiołowe są być albo nie być dla ukraińskich partii w najbliższych wyborach. Kto potrafi ukazać się jako zatroskany i jednocześnie skuteczny w walce z żywiołem, ten zyskuje dodatkowe punkty. Program wyborczy parii jak wiadomo jest tylko pustosłowiem, ważniejsze jest zbudowanie pozytywnego oblicza i sprzedanie go wyborcom.

 
1 , 2